Oto właściciel najsmutniejszych oczu w schronisku na Paluchu. Gilmore to duży pies, choć dziś trudno to dostrzec - jest bowiem bardzo chudy, jakby jego prawdziwa masa gdzieś zniknęła razem z poczuciem bezpieczeństwa. Został znaleziony na ulicy, w obroży z prawdopodobnie ukraińskimi napisami. Nie wiemy, co przeszedł, ale jego ciało i spojrzenie mówią wystarczająco dużo. Na spacerach tęsknie rozgląda się za ludźmi i zatrzymuje przy każdym samochodzie - czy kogoś szuka?
Gilmore ma około 2 lat. Trafił do nas zaniedbany, wychudzony, z licznymi ranami na ciele. Teraz powoli odbudowuje siłę - zarówno fizyczną, jak i psychiczną. To cichy, delikatny pies, który dopiero uczy się, że świat nie zawsze musi być straszny.
Spaceruje się z nim spokojnie i dobrze. Z każdym wyjściem widać u Gilmore'a odrobinę więcej odwagi. A jego wyjątkowa łagodność sprawia, że już skradł serca niemal wszystkich wolontariuszy.
W stosunku do innych psów pozostaje neutralny, nie szuka konfliktów. Gilmore nie lubi nachalności, ale w kontakcie z człowiekiem sam podchodzi, ociera się o nogi, potrafi dać delikatnego buziaka. Te drobne gesty pokazują, jak bardzo potrzebuje relacji i jak ostrożnie próbuje ją budować.
Szukamy dla niego domu, który doceni te małe kroki i da mu czas. Gilmore ma oczy, w których widać więcej przeżyć, niż powinien mieć tak młody pies - marzymy o kimś, kto sprawi, że z czasem pojawi się w nich spokój, a może nawet radość. Jego karmelowa sierść, nieskalana ani jedną plamką innego koloru, czeka, by w nowym domu błyszczeć zdrowiem. A dusza? Niezwykle wrażliwa, a jednocześnie silna w swojej subtelnej determinacji, by odnaleźć momenty spokoju, które naprawdę mogą ją odmienić.