Bruno znalazł się w momencie życia, w którym zamiast spokoju i opieki przyszło mu zmierzyć się z porzuceniem. Był psem domowym, znał rutynę, bliskość i bezpieczeństwo. Tym bardziej boli fakt, że jego właściciel, mimo wiedzy o pobycie psa na Paluchu, nigdy się po niego nie zgłosił.
Do schroniska trafił w bardzo złym stanie: wychudzony, z przerośniętymi pazurami, zaniedbanymi zębami i wyraźnymi problemami zdrowotnymi. Obecnie jest w trakcie diagnostyki, a w przyszłości czeka go także zabieg kastracji. Jego ciało wyraźnie domaga się troski i leczenia - rzeczy, które powinny być dla psa normą, a nie luksusem.
W relacjach z innymi psami Bruno nie odnajduje się najlepiej. Na spacerach potrafi mijać je spokojnie lub z lekką ekscytacją, jednak w bezpośrednim kontakcie bywa agresywny i próbuje zaznaczyć swoją pozycję. Na smyczy lubi przeć przed siebie - to najpewniej efekt stresu i zagubienia w nowym, trudnym środowisku, jakim jest schronisko.
Do człowieka Bruno jest za to prawdziwym złotem. Cieszy się na kontakt, skacze z radości, wyraźnie tęskni i chłonie uwagę całym sobą. Dobrze odnajduje się w relacji jeden na jeden, kiedy emocje już trochę opadną. Ma uroczy zez, który natychmiast kradnie serce, choć nieco już zmętniałe gałki oczne zdradzają, że wchodzi powoli w wiek senioralny.
Nie znamy jeszcze jego stosunku do kotów ani dzieci - te relacje należałoby sprawdzić w procesie adopcyjnym. Bruno nie szuka fajerwerków ani przygód. Szuka kogoś, kto wreszcie o niego zadba, dostrzeże jego potrzeby i pozwoli mu spokojnie, godnie przeżyć kolejne lata u boku człowieka, który nie zniknie.