Często spotykamy się z pytaniami i obawami ludzi, którzy rozważają adopcję psiego staruszka. Wiele pytań zostaje jeszcze nawet niewypowiedzianych... Koncentrujemy się na znajdowaniu domów dla Naszych podopiecznych , promowaniu ich , wychwalaniu zalet i tak dalej. Tymczasem zbyt rzadko prezentujemy Wam psie losy po adopcji. 

Właśnie dlatego postanowiliśmy zadać kilka kluczowych pytań wspaniałym ludziom - Magdzie i Łukaszowi, którzy 10 października 2015 roku adoptowali z naszego schroniska psią emerytkę Scarlett , której nikt z Nas nie wróżył długiego życia. Tymczasem dom odmłodził dziewczynę nie do poznania. Jak doszło do tej wspaniałej adopcji i co się działo później przeczytacie poniżej

Scarlett- nasza miłość

Czyli „(…) to, jak bardzo pokochaliśmy Scarlett, pozwoliło nam kochać siebie jeszcze bardziej”

 

1. Co skłoniło Was do pomysłu adopcji psa? 

Jako dziecko, zawsze miałam psa w domu. W dorosłym życiu marzyłam o psie, namawiałam Łukasza, mojego chłopaka na adopcję, ale te rozmowy zawsze kończyły się na tym, że psem nie będzie się miał, kto zajmować. Nie mieliśmy warunków, mamy dwa koty, jeden Chuliganek, jeszcze z czasów młodości, drugi adoptowany wspólnie- Neki. Mieszkamy w wynajmowanym pokoju, w mieszkaniu razem ze współlokatorami. Myśl o psie, cały czas byłą z tyłu głowy, ale nigdy nie sądziłam, że w końcu tę decyzję podejmiemy świadomie, raczej myślałam, że któregoś dnia znajdę jakąś bidę i postawię Łukasza, przed faktem dokonanym. Potem pojawił się pomysł domu tymczasowego, żeby nie mieć zbyt dużych zobowiązań, a jednak móc mieć przy boku psa i też mu pomóc w trudnym czasie. Niestety nigdy się do tego nie zabraliśmy, na poważnie. Chciałam psa, ale nie byłam gotowa podjąć ostatecznej decyzji, Łukasz również. Jako wielki zwierzolub, mam na facebook’u polubionych wiele stron, organizacji prozwierzęcych. Pewnego dnia, właśnie na facebook’u zobaczyłam zdjęcia Scarlett z akcji Adoptuj Warszawiaka. Dodam, że wielokrotnie chciałam iść na akcję Adoptuj Warszawiaka, ale nigdy się nie zebrałam.
                Zobaczyłam Scarlett i przepadłam. Zakochałam się, popłakałam. Powiedziałam, do koleżanki, która siedziała obok, że adoptuję tego psa. Godzinami wpatrywałam się w zdjęcia, chyba milion razy przeczytałam opis Scarlett przypominała mi suszkę mojej babci Kaję, która pewnego dnia zaginęła i niestety nie udało nam się jej odnaleźć. Było to trudne przeżycie, szczególnie dla babci, dla której Kaja była całym światem.
                Pamiętam, że Łukasz był wtedy poza Warszawą. Zadzwoniłam, do niego i powiedziałam, że znalazłam nam psa, że musimy ją wziąć, błagałam, żebyśmy poszli chociaż na spacer zapoznawczy. Równocześnie sprawdzałam, w Wikipedii, ile żyją owczarki niemieckie, bo Scarlett na stronie Palucha miała informację, że ma lat 13. Wikipedia podawała, że średni wiek życia owczarków to właśnie 13 lat. Pamiętam, że bardzo to przeżyłam, przestraszyłam się, że umrze w schronisku.
                Wszystkie argumenty, dowodziły, że adopcja w naszym przypadku, to bardzo zły pomysł. Pokój 13 m2, w którym mieszkają już dwa koty, dużo wyjazdów, nienajlepsza sytuacja finansowa.
                Łukasz w końcu się zgodził, żebym nas umówiła na spacer. Współlokatorzy wyrazili zgodę i zaoferowali pomoc przy opiece, podczas naszych wyjazdów. Następnego dnia zadzwoniłam do Moniki, opiekunki Scarlett, pamiętam, że ręce mi się trzęsły i byłam bardzo zdenerwowana, miałam wrażenie, że robię coś bardzo nieodpowiedzialnego. Po pierwsze powiedziałam Monice, że nie jesteśmy zdecydowani, że chcemy tylko poznać Scarlett i iść z nią na spacer, pytałam o koty, niestety nie było wiadomo jak Scarlett zareaguje na koty. Umówiłam się na niedzielę na spacer. Pojechaliśmy całym domem, Scarlett została nam przedstawiona przez opiekunkę Ewę. Scarlett podała mi od razu łapę, co bardzo mnie rozczuliło i wzruszyło. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że podaje ona łapę każdemu i zawsze, jak coś chce.
                Spacerowaliśmy długo, chociaż Scarlett dość szybko się zmęczyła. Była cała w wypadającej sierści, miała zaćmę na oczach. Z chęcią jadła smakołyki. Dowiedzieliśmy się, że Scarlett została raz adoptowana i zwrócona po jednym dniu, że zostało jej niewiele życia, od trzech miesięcy do roku.
                Od tamtej wizyty temat w naszym życiu był jeden- Scarlett. Co zrobić, czy damy radę, czy mamy możliwości. Kiedy znów do niej pojedziemy? Było wiele argumentów przeciw i obaw, o których napiszę później. Po stronie adopcji było to, że chcieliśmy dać jej dom, że ją pokochaliśmy.
                Nie ukrywam, że ważnym argumentem i niestety dość egoistycznym, było też to, że nie jest to zobowiązanie na lata.
                W poniedziałek wieczorem podjęliśmy decyzję, czyli Łukasz się zgodził. Adoptujemy! We wtorek zadzwoniłam do Ewy, powiedziałam, że podjęliśmy decyzję, że chcemy adoptować Scarlett. W środę pojechaliśmy na spacer, a potem jeszcze w piątek. W sobotę Scarlett pojechała z nami do domu. Był to 10 października 2015.

2.Czy Scarlet była wypatrzona przed wizytą w schronisku (np. na stronie lub na Facebooku)

Scarlett była powodem, dla którego pojechaliśmy na Paluch, została zauważona na FB, dzięki zdjęciom wolontariuszki, robionym na akcji Adoptuj Warszawiaka. Serdecznie dziękuję wolontariuszce, która zrobiła zdjęcia. Dzięki niej wypatrzyłam Scarlett, dzięki niej nasze wspólne życie jest lepsze.
 

3.Czy zakładaliście od początku, że adoptujecie psa starszego ? 

                Od początku rozważaliśmy adopcję starszego psa. Jest wiele powodów, dla których uważamy, że warto adoptować seniora/seniorkę. Dla nas najważniejszym powodem było uratowanie chociaż jednego psa przed samotną śmiercią za kratami. Młodsze, zdrowe psy mają zawsze większą szansę na adopcję, chcieliśmy dać szansę takiemu zwierzakowi, którego szanse na dom są minimalne. W Scarlett życie powoli się wypalało, nawet wolontariusze nie byli optymistami i sądzili, że przed nią góra kilka miesięcy. Zdecydowaliśmy się na adopcję z pełną świadomością tego, że prawdopodobnie będziemy musieli się z nią niedługo pożegnać, mimo wszystko chcieliśmy zapewnić jej komfort na ostatnim odcinku życia. Scarlett nas zaskoczyła, jest z nami już ponad półtora roku i z każdym dniem wygląda i zachowuje się coraz młodziej. Zmiana warunków życia, odrobina opieki i dużo miłości odmłodziło ją o lata. Zaczęła się bawić, szukać kontaktu i cieszyć życiem. Wygląda na to, że będzie z nami jeszcze długo, dużo dużej niż ktokolwiek by się spodziewał.
                Doskonale pamiętam pierwszy spacer, jak Scarlett nie miała siły dojść do pobliskiego parku. Miałam łzy w oczach, myśląc o tym, że najlepsze lata spędziła za kratami i teraz już nie może korzystać z tego co ma.
                Wtedy też powiedzieliśmy sobie, że nigdy nie będziemy mieć psa, który będzie mógł z tego korzystać, zawsze już będziemy brać stare psy, żeby chociaż przez chwilę mogły zaznać miłości i poleżeć na kanapie.
 

4.Jakie obawy mieliście, które mogły wpłynąć na decyzję ?

                Przede wszystkim obawialiśmy się, jak Scarlett odnajdzie się w mieszkaniu z dwoma kotami. Właściwie to bardziej obawialiśmy się jak sobie poradzą koty. Jedno wiedzieliśmy, jeśli będą jakieś problemy, poradzimy sobie z nimi bez względu na wszystko. Wiedzieliśmy, że nawet jeśli będzie ciężko, będziemy musieli to przepracować ze zwierzętami, inne rozwiązania, takie jak zwrot adoptowanego psa NIGDY nie był nawet na horyzoncie, możliwych rozwiązań. Na szczęście, zwierzaki z lekkimi tarciami ułożyły się między sobą.  Kilkukrotnie trzeba było interweniować, na szczęście przed adopcja przygotowaliśmy przestrzenie dla kotów, wysoko pod sufitem z których chętnie korzystały w pierwszych dniach po adopcji.
                Obawialiśmy się kwestii finansowych. Obawialiśmy się, że jeśli konieczne będzie leczenie, będzie nas to kosztować spore pieniądze. Doszliśmy jednak do wniosku, że jesteśmy w stanie to zaakceptować. Jeśli będzie trzeba to nie pojedziemy na wakacje, jeśli będzie trzeba to będziemy oszczędzać w inny sposób. Na szczęście mimo paru okazjonalnych, większych wydatków, nigdy nie musieliśmy leczyć przewlekle Scarlett.
 

5.Czy otrzymaliście wsparcie od opiekuna / wolontariuszy po adopcji ? 

Bezpośrednio po adopcji nie otrzymaliśmy specjalnego wsparcia od opiekuna ani od wolontariuszy, ale dlatego że jej nie potrzebowaliśmy. Na początku skorzystaliśmy z porad behawiorysty, który odwiedził nas w domu.

Właściwie to my chcieliśmy coś dać wszystkim, którzy robią tyle wspaniałych rzeczy dla zwierząt na Paluchu. Nawet trudno nam sobie wyobrazić, jak ciężka jest praca opiekuna i wolontariuszy. Wiemy ile psów wraca z adopcji i wiemy, że największą radością i nagrodą jest późniejszy widok adoptowanego zwierzaka w troskliwym i odpowiedzialnym domu. Staramy się pojawiać często na akcjach organizowanych przez schronisko, właśnie dla wolontariuszy i opiekunów. Po to żeby mogli jeszcze raz zobaczyć zwierzę, którego pewnie już by nie było teraz z nami, a zamiast tego jest zdrowe i szczęśliwe, dzięki ich pracy i zaangażowaniu. Przynajmniej tyle możemy zrobić w ramach podziękowań za powierzenie nam takiego skarbu, jak Scarlett. Poza tym, Scarlett sama w sobie jest najlepszą promocją adopcji. Po części dzięki niej, dom znalazł również Wasyl z Palucha.

6.Ile i jakiej pracy włożyliście w obecny stan Scarlet ? 

                Scarlett, jak każdy pies po adopcji wymagał pracy. Była w złym stanie fizycznym i jeszcze gorszym psychicznym. Zaczęliśmy od próby dania jej poczucia bezpieczeństwa oraz zadbaliśmy o jej sierść, pazury i ogólny wygląd. Ogromne podziękowania należą się tutaj groomerom z zakładu Red Dog na Bielanach, którzy ze wspaniałym i wyrozumiałym podejściem zajęli się Scarlett. Wyczesana z obciętymi pazurami i co najważniejsze nieśmierdząca zaczęła adaptować się do nowego domu J Oczywiście po ustabilizowaniu diety, zrobiliśmy pełen panel badań i przegląd jej zdrowia u weterynarza.
                Największym wyzwaniem okazał się jednak stan psychiczny Scarlett. Jest niesamowicie ufnym i oddanym psem, który w przeszłości musiał zostać porzucony. Kiedy minął pierwszy szok i zaakceptowała nas, jako swoich opiekunów, kiedy zdobyliśmy jej zaufanie, byliśmy jedynym, co liczyło się w jej życiu. Z jednej strony jest to niesamowicie słodkie wiedzieć, że pies nam bezgranicznie ufa, z drugiej strony niesie to ze sobą problemy. Scarlett panicznie bała się porzucenia, nie odstępowała nas na krok, nawet w obrębie mieszkania. Na każdy spacer musieliśmy wychodzić w trójkę – „całym stadem”. Proces nauki, samodzielności, wiary w to, że już nigdy nie zostanie porzucona był długotrwały i pracochłonny. Na początku, zostawialiśmy ją sami w domu, dosłownie na sekundę – dwie i wracaliśmy do mieszkania. Z czasem były to minuty i godziny. Teraz zostaje sama w domu, nie piszczy i nie drapie w drzwi, jest spokojna. W dalszym ciągu  jednak boi się porzucenia. Mało co widzi i słabo słyszy, nie lubi tracić nas ze swojego bezpośredniego otoczenia na spacerach, ale jest lepiej. Na wybiegu oddala się od nas i potrafi zając się swoimi sprawami.  Już nie ma problemu z zostawianiem jej pod opiekę na weekend, jeśli zdarza się wyjazd. Wszystko można wypracować odpowiednim podejściem i cierpliwością. Scarlett też bez problemu z nami podróżuje.

Dodatkowo po około pół roku, Scarlett kilka razy pokazała zęby, zaczęła sprawdzać, na jak wiele może sobie pozwolić. W domu pojawił się również pies współlokatorów, na którego potrafiła również wyskoczyć z zębami. Tutaj pomogła konsekwencja i korygowanie zachowań, teraz nie mamy żadnych problemów na tym polu. Widzimy też, że Scarlett jest spokojniejsza, ma swoje miejsce w stadzie i czuje się w tym miejscu bezpiecznie.

Wiem, że nie ma złych psów, są tylko nieświadomi lub nieodpowiedzialni ludzie. Jeśli dzieje się komuś krzywda, z udziałem psa, to zawsze jest to wina człowieka. 
 

7.Po dwóch latach jakie macie przemyślenia ? Czy ponownie podjęlibyście taką decyzję ? 

                Bez dwóch zdań! Scarlett jest jednym z jaśniejszych punktów w naszym życiu. Kochamy ją, a ona nam bezgranicznie ufa.
                Są oczywiście rzeczy, które zrobilibyśmy inaczej. Chociaż jest dużym psem, nie ma w niej nawet odrobiny agresji. Szczerze mówiąc, jest trochę ciapowata. Często nazywamy ją leniwą krową. Może przez to, nigdy nie czuliśmy potrzeby poważnej pracy nad jej posłuszeństwem. Może też przez to, że nie chcieliśmy jej męczyć, długimi treningami, tylko po to żeby chodziła przy nodze, czy na komendę kładła się na posłanie. W końcu jest starszym psem, którego szkoda męczyć takimi rzeczami. Z perspektywy czasu myślimy, że to był błąd. Każdy pies wiele dobrego i wiele radości znajdzie w treningu, w nagrodach i wspólnie spędzonym czasie. Życie opiekunów także jest łatwiejsze, kiedy pies współpracuje.
                Wcześniej zadbalibyśmy o jej stan zdrowia. Oczywiście zawsze pilnowaliśmy żeby nie była chora, ale np. stan jej uzębienia był zły. Wielu weterynarzy bagatelizowało ten problem, z tymi samymi argumentami: „pies jest stary, po co męczyć” itd. Jak się okazało po półtora roku, męczeniem psa było odkładanie wizyty u dentysty, tak długo. Trafiliśmy na doskonałą stomatolog weterynaryjną (pozdrawiamy dr. Klim!), która zajęła się zębami Scarlett, z troską indywidualnym podejściem i pełnym profesjonalizmem. Po ekstrakcji kilku zepsutych zębów, które musiały boleć nie do zniesienia, psu ubyło kolejnych kilka lat. Zaczęła bawić się w przeciąganie liny, coś czego nigdy wcześniej nie robiła, a w jej oczach kolejny raz mogliśmy zobaczyć jak odzyskuje stracone lata.
 

8.Dlaczego waszym zdaniem powinno się adoptować psy starsze ? 

                Odkąd mamy Scarlett, jeszcze bardziej nie rozumiemy ludzi, którzy celowo rozmnażają psy i tych, którzy je kupują, przyczyniając się do bezdomności.
                Za każdym razem, gdy widzę ogłoszenie o starym psie, który czeka długo na dom, ściska mnie serce. Każdym z tych psów była kiedyś Scarlett. Gdy czytam o tych, psach, które nie doczekały domu, zalewam się łzami i ogarnia mnie wściekłość, na każdą osobę, która kiedykolwiek psa kupiła, tylko dla zaspokojenia własnego ego. Każda z tych osób jest odpowiedzialna, za śmierć psa za kratami. Wiem, że Scarlett mogłaby również nie doczekać domu. Patrzę wtedy na nią, jak leży w bardzo frywolnej pozycji, i nie mogę sobie tego wyobrazić. Przeraża mnie myśl, że ona mogła tego nigdy nie zaznać, nasze kochane maleństwo, mogło umrzeć za kratami.
                Wiem, że jeżeli w przyszłości będziemy adoptować, to tylko starsze psy, aby nie dopuścić do ich śmierci za kratami, aby chociaż na końcówce życia jakoś im wynagrodzić zmarnowane życie. Ze Scarlett mamy ciągłe poczucie misji wynagradzania jej straconego czasu.
                Adopcja starszego psa daje coś jeszcze, pozwala poczuć się dobrym człowiekiem. To bezcenne uczucie móc zmienić świat na lepsze. Dla mnie adopcja psa tym właśnie jest, a już szczególnie starszego.  Każdego gorszego dnia, patrzę na nią oraz na nasze adoptowane koty i od razu się uśmiecham, od razu robi się ciepło w serduchu, bo wiem, że zrobiłam coś naprawdę dobrego w życiu, ocaliłam kogoś i to powoduje bezcenne, wspaniałe u poczucie, że jestem człowiekiem, który zmienia świat na lepsze.
                Ulubioną porą dnia Scarlett jest wieczór, czeka zawsze na ścielenie łóżka po wieczornym spacerze. Wdrapuje się i kładzie na kołdrze. Cieszy się luksusem, jakiego nigdy nie miała w schronisku, gdzie leżała na betonie… Lubi to. Za dnia wyleguje się na swoim ukochanym posłaniu. Widać, że jest spokojna i szczęśliwa. Każdy pies na to zasługuje.


                Uważam, że żaden pies nie powinien umierać za kratami, każdy potrzebuje miłości, wygodnego miejsca do spania, smaczków i zabawy. Dodatkowo myślę, że jest dużo ludzi, którzy czują potrzebę, zmiany świata i tym wszystkim ludziom, mówimy: warto adoptować starsze psy, bo dzięki temu możecie zmienić świat na lepsze!

Warto adoptować stare psy, nawet jeśli pozostał im tylko miesiąc, tydzień, lub kilka dni życia.

Myślę, że Scarlett jest z nami już tak długo, bo poczuła, że w końcu ma po co żyć, że musi z tego wyciągnąć jak najwięcej.

 

Od siebie:

Scarlett daje nam mnóstwo radości. Cieszę się, że jest z nami już tak długo. Momenty takie jak jej bieganie do plaży, wskakiwanie do morza, czy chociażby przebiegniecie dwóch długości wybiegu, powodują, że jesteśmy wtedy najszczęśliwsi na świecie.

Całkiem prywatnie powiem, że to, jak bardzo pokochaliśmy Scarlett, pozwoliło nam kochać siebie jeszcze bardziej.

Magda & Łukasz & Scarlett


 

 

 

 

 logo_syrenka Materiały do pobrania |Linki zewnętrzne | Przetargi | BIP   logo_bip| Polityka prywatności
W tym roku zaadoptowano ze schroniska 2998 zwierząt
Na adopcję w schronisku czeka 549 zwierząt

Ważne informacje

Adres: ul. Paluch 2, 02-147 Warszawa
Dojazd z P+R Al.Krakowska autobusem linii 124
 
Status organizacyjny: jednostka budżetowa m. st. Warszawy
Dyrektor Schroniska: Henryk Strzelczyk (od 15.11.2016)

Kontakt do schroniska: 

22 868-06-34
Sekretariat - w. 1 (od poniedziałku do piątku w godz. 8-16); info@napaluchu.waw.pl
Promocja - w. 2; promocja@napaluchu.waw.pl
Księgowość - w. 3 (od poniedziałku do piątku w godz. 8-16); ksiegowosc@napaluchu.waw.pl
22 846-02-36, 22 868-15-79, 604-778-747 - całodobowo w sprawach zwierząt
fax: 22 868-06-34 w.4; 22 846-02-50
 

WIZYTY W SCHRONISKU:

Adopcje przez 7 dni w tygodniu w godzinach 12.00 - 17.00
 

POSZUKIWANIE I ODBIÓR ZAGUBIONYCH ZWIERZĄT:

Przez 7 dni w tygodniu w godz. 10.00 - 18.00

Jeśli szukasz zagubionego pupila koniecznie zabierz dowód tożsamości
i dokument potwierdzający własność zwierzęcia: książeczka szczepień, zdjęcia itp.
 

PRZYJMOWANIE ZNALEZIONYCH ZWIERZĄT:

Całodobowo za pośrednictwem Straży Miejskiej i upoważnionych służb.
W godzinach 8.00 - 20.00 za pośrednictwem osób prywatnych.